Klasa biznesowa Turkish Airlines na trasie z Cancún do Stambułu (B787): obsługa rekompensowała przeciętny komfort siedzeń

Z zakupem tego biletu lotniczego zwlekałem niemal do ostatniej chwili.

Chciałem zorganizować swoją podróż do Meksyku, korzystając z dwóch oddzielnych biletów bonusowych w jedną stronę. W jedną stronę liniami Air France w klasie biznes, a w drugą stronę liniami Turkish Airlines, wykorzystując mile z linii Aegean.

Ale naprawdę nie miałem ochoty kupować jednego biletu, a potem przez kilka tygodni nie wiedzieć, jak wrócimy do domu.

W końcu, niecałe trzy tygodnie przed wylotem, zwolniły się dwa miejsca. A czekanie opłaciło się.

55 000 mil za lot w klasie biznes z Cancún do Pragi

Linie Turkish Airlines często stopniowo udostępniają dodatkowe miejsca. Z mojego doświadczenia wynika, że przy rezerwacji za pośrednictwem programu Miles+Bonus linii Aegean warto więc sprawdzać dostępność nawet na stosunkowo krótko przed odlotem.

Jest to jednak dość stresująca zabawa. Zwłaszcza jeśli potrzebujesz dwóch miejsc, a Twoja podróż składa się z kilku oddzielnych biletów.

Ostatecznie cała nasza trasa Cancún–Stambuł–Praga kosztowała 55 000 mil plus 393 euro na osobę.

Opłaty w łącznej wysokości 393 euro nie są do końca okazją. Nie jest to świetny wynik, ale też nie jest tragicznie.

Jednak jak na bilet w jedną stronę w klasie biznes z Meksyku do Pragi, zarezerwowany niecałe trzy tygodnie przed wylotem, nadal wydawało mi się to całkiem przyzwoitą ofertą.

Na szczęście miałem sporo mil w programie Aegean. Najwięcej zgromadziłem dzięki okazyjnym lotom w klasie biznes linii Air India z Mediolanu do Melbourne, lotowi w klasie pierwszej Lufthansy z Kairu do Japonii, a także kilku dłuższym podróżom w klasie ekonomicznej. Najwięcej mil pochodziło prawdopodobnie z lotu liniami Ethiopian Airlines z Dżakarty do Manchesteru przez Addis Abebę.

Nie musiałem nawet uciekać się do transferu punktów RevPoints.

Zostało nam nawet wystarczająco dużo punktów na podróż powrotną liniami Emirates w klasie biznesowej z Japonii do Pragi dwa miesiące później.

Wróćmy jednak do Cancún.

Przejazd Uberem z ośrodka wypoczynkowego i odprawa w 2 minuty

Z ośrodka Catalonia Resort pojechaliśmy Uberem na lotnisko i dotarliśmy tam około 3 godziny przed odlotem.

Odprawa przebiegła znakomicie. Linie Turkish Airlines mają osobne stanowisko dla pasażerów klasy biznesowej i spędziliśmy tam zaledwie około 2 minut.

Nasz bilet nie obejmował przyspieszonego przejścia przez kontrolę bezpieczeństwa w Cancún, ale zapewniał nam dostęp do saloniku partnerskiego.

Salonik w Cancún? Nie warto tam zbyt długo się zatrzymywać

Poczekalnia na lotnisku w Cancún należy do tych, które z pewnością nie skłoniłyby mnie do przybycia na lotnisko wcześniej.

Znajduje się w pozbawionej okien piwnicy, jest dość ciasny, a wybór jedzenia był ubogi. Atmosfera nie wydawała nam się zbyt zachęcająca, więc zostaliśmy tam tylko przez chwilę.

Następnie postanowiliśmy wybrać się na ostatnie zakupy w okolicy lotniska.

Pierwsze wrażenie dotyczące kabiny: trochę „tak sobie”

Wejście na pokład rozpoczęło się punktualnie i było dobrze zorganizowane według grup. Przy bramce nie było żadnego zamieszania.

Lecieliśmy Boeingiem 787-9, czyli samolotem Turkish Airlines wyposażonym w nowszą klasę biznes. Na pierwszy rzut oka kabina wydała mi się jednak nieco surowa.

Dominują w niej czerń i bardzo ciemna szarość. Niektórzy mogą dostrzec w tym elegancję. Mi wydawało się to raczej nudne.

Fotele są rozmieszczone w układzie 1–2–1, dzięki czemu każdy pasażer ma bezpośredni dostęp do przejścia. Udało nam się zdobyć ostatnią dostępną parę tak zwanych „foteli dla nowożeńców” w środkowej części samolotu.

Jeśli lecisz w parze, to są to najlepsze miejsca w kabinie. Siedzisz blisko siebie i możesz swobodnie rozmawiać.

Fotel jest nowoczesny, ale dość wąski

Nawet po zajęciu miejsca moje pierwsze wrażenie nie uległo większej zmianie.

Gdybym leciał klasą biznesową po raz pierwszy, prawdopodobnie byłbym zachwycony. Jednak ponieważ podróżowałem już liniami innych przewoźników, fotel wydawał mi się nieco ciasny.

Przypominało mi to klasę biznesową linii Hainan Airlines, choć uważam, że Turkish Airlines są nieco lepsze. Jednak „produkt twardy” w klasie Allegris linii Lufthansa lub nowej klasy biznesowej Air France jest znacznie lepszy.

Fotel jest stosunkowo wąski i nie ma wokół niego zbyt wiele miejsca na bagaż. Miejsca przy oknie, przynajmniej patrząc od strony przejścia, wydawały mi się nieco bardziej przestronne.

Największym minusem jest brak prywatności. Nie ma drzwi ani solidnej przegrody oddzielającej pasażera od przejścia.

Przynajmniej między dwoma środkowymi fotelami znajduje się wysuwana plastikowa przegroda. Oczywiście nie potrzebowaliśmy jej. Ale jeśli siedzisz obok nieznajomego, prawie nie będziecie się widzieć.

Poza tym nie mam zbyt wielu zastrzeżeń do kabiny. Była nieskazitelnie czysta, fotele wyglądały nowocześnie, a wszystko działało bez zarzutu.

Ekran ma odpowiedni rozmiar, a przede wszystkim bardzo szybko reaguje. Słuchawki też były dobre.

Załoga była nieco powściągliwa, ale obsługa była bez zarzutu

Na początku załoga wydała mi się nieco zdystansowana. Być może była nieco zbyt „elegancka” i ściśle trzymała się zasad.

Nie byli nieprzyjemni. Po prostu nie należy oczekiwać tak swobodnej i przyjaznej atmosfery, jaką czasami spotyka się w innych liniach lotniczych.

Sama obsługa była jednak znakomita. To właśnie w tym aspekcie Turkish Airlines naprawdę pokazuje, dlaczego ich klasa biznesowa cieszy się tak dobrą reputacją.

Miłym akcentem jest również obecność pokładowego szefa kuchni. Oczywiście, jest to po części pokaz. Ale dobrze wpisuje się w ogólną obsługę i robi dobre wrażenie.

Uroczy zestaw podróżny

Jako kolekcjoner kosmetyczek, Turkish Airlines naprawdę mnie zachwyciły!

Każdy z nas otrzymuje nieco inny zestaw kosmetyków – czarny dla mężczyzn i beżowy dla kobiet.

Co więcej, kosmetyczka jest naprawdę urocza i praktyczna. Zawiera jednak głównie standardowe produkty, takie jak maska na oczy, skarpetki, pasta do zębów i szczoteczka do zębów oraz kremy nawilżające.

Oprócz zestawu kosmetycznego na fotelu czeka na nas klasyczne połączenie poduszki, koca i kapci (bardzo wygodnych),

Posiłek był najlepszą częścią całego lotu

Jeszcze przed startem podano nam drinka powitalnego i chusteczkę nawilżaną.

Następnie załoga rozdała nam menu, które mieliśmy przy sobie przez cały lot i z którego wybieraliśmy zarówno kolację, jak i śniadanie.

Zaskoczyła mnie dość bogata oferta win i alkoholi wysokoprocentowych, ale nie było w ogóle żadnych koktajli.

Po starcie podano nam małe kanapki. Potem podano kolejny napój z orzechami i dopiero wtedy rozpoczęła się właściwa obsługa posiłków.

Wszystko podawano etapami. Nie było długich opóźnień, ale jednocześnie nie mieliśmy wrażenia, że załoga stara się jak najszybciej posprzątać po posiłku.

Menu oferowało szeroki wybór, więc oboje bez trudu dokonaliśmy wyboru.

Bardzo podobało mi się również nakrycie stołu z małą imitacją świeczki. To właściwie trochę śmieszne, ale właśnie takie detale mogą sprawić, że atmosfera na pokładzie staje się o wiele przyjemniejsza.

Po zupie podano danie główne. Wybrałam wołowinę i była absolutnie pyszna.

Desery też były bardzo dobre. Smakowały wyśmienicie, a jednocześnie nie były zbyt ciężkie. Po całym posiłku nie miałam wrażenia, że zamiast spać, będę się godzinami wiercić w łóżku.

Na noc otrzymaliśmy własną butelkę wody. Przez cały lot w kuchni pokładowej dostępne były również napoje i drobne przekąski – takie jak chipsy czy orzechy.

Nie skorzystaliśmy z nich. Po pełnym posiłku nie było już ku temu powodu.

Nie spałem zbyt dobrze, ale nie wynikało to wyłącznie z fotela

Gdy fotel został rozłożony na łóżko, po raz kolejny stało się jasne, że jest dość wąski. Najbardziej odczułem to w przestrzeni na nogi.

Jednocześnie jednak wcale nie byłem zmęczony. I oczywiście nie mogę za to winić Turkish Airlines.

Ostatecznie nie udało mi się zbytnio przespać. Jednak nawet przez te około 12 godzin nie nudziłem się.

Po raz pierwszy od dawna nie obejrzałem ani jednego z moich własnych, pobranych filmów. System rozrywki pokładowej w zupełności wystarczył, by zapewnić mi zajęcie przez cały lot.

Wybór filmów i seriali był dobry, ekran reagował szybko, a obsługa nie sprawiała mi żadnych problemów. A to, jak na system rozrywki pokładowej, jest naprawdę sporym komplementem.

Fantastyczny napój detoksykacyjny i bardzo dobre śniadanie

Przed śniadaniem załoga podała napój detoksykacyjny. Był fantastyczny.

Następnie zjadłem jogurt z granolą. Lekkie, proste i bardzo smaczne śniadanie przed lądowaniem.

Moja dziewczyna wybrała omlet z ziemniakami, który też był w porządku. Jedynie kawa nie spełniła oczekiwań.

Małe pudełko czekoladek stanowiło idealne zwieńczenie lotu. Kolejna drobnostka, która wcale nie jest ważna, ale to miły akcent.

Po wylądowaniu od razu skierowano nas do pasa szybkiej odprawy

Po wylądowaniu w Stambule musieliśmy czekać około sześciu godzin na lot do Pragi.

Najpierw jednak musieliśmy przejść przez kontrolę bezpieczeństwa dla pasażerów przesiadkowych. Dla pasażerów klasy biznesowej przewidziano specjalną szybką ścieżkę, a cała procedura zajęła mniej niż 5 minut.

Nie lubię lotniska w Stambule ze względu na jego ogromne rozmiary. Jednak tym razem wszystko było dobrze zorganizowane.

Resztę czasu oczekiwania spędziliśmy w salonie Turkish Airlines oraz na przeglądaniu sklepów. Swoje wrażenia na temat salonu i lotu łączonego do Pragi zachowam jednak na następną recenzję.

Czy ponownie poleciałbym liniami Turkish Airlines?

Za 55 000 mil plus 393 euro – zdecydowanie tak.

Samo siedzenie nie zrobiło na mnie szczególnego wrażenia. Wydawało mi się wąskie, nie ma w nim zbyt wiele miejsca na bagaż, a od strony przejścia nie zapewnia prawdziwej prywatności.

Gdybym miał wybierać wyłącznie na podstawie fotela, wyżej oceniłbym nową klasę biznesową Air France oraz Allegris linii Lufthansa.

Jednak Turkish Airlines z nawiązką rekompensuje tę wadę tym, co faktycznie dzieje się podczas lotu.

Posiłki były powyżej średniej. Obsługa była na bardzo wysokim poziomie. Nie musieliśmy długo czekać na nic, kabina była czysta, wszystko działało, a system rozrywki pokładowej zapewnił mi rozrywkę przez cały lot bez żadnych problemów.

A więc podsumowując? Fotel był trochę „tak sobie”. Reszta lotu wypadła znacznie lepiej.

Zostały jakieś pytania?

Jeśli masz jakieś pytania lub komentarze dotyczące artykułu...

0 komentarze

Zaloguj się do Cestee

... światowej społeczności podróżniczej

Kontynuuj z Facebookiem

Nie masz jeszcze konta podróżnego? Zarejestruj się